Wpisy

All that grunge

W pewnym miejscu w sieci, do którego stosunkowo często zaglądam padło ostatnio pytanie o to, czy Pearl Jam to faktycznie grunge, czy może jednak zupełnie inny gatunek muzyczny. Śpieszę zatem z odpowiedzią.

Otóż, jeśli brać pod uwagę początki gatunku, muzyczną stylistykę grandżowych utworów czy umiejętności wokalne frontmanów grandżowych kapel to Pearl Jam zdecydowanie nie trafiłby na tę samą półkę. Nie podlega bowiem dyskusji fakt, że muzycy grupy dysponują wyjątkowymi umiejętnościami gry na instrumentach, a Eddie głównie śpiewa a nie krzyczy. Stricte grandżowe kapele zdecydowanie bardziej jednak ocierały się o punk, ich brzmienie było brudniejsze a kompozycje mniej skomplikowane.

Z drugiej jednak strony, zespół powstał w mieście będącym kolebką grrunge’u, w czasach gdy tenże gatunek muzyczny święcił triumfy i w okresie, gdy muzycy poszczególnych zespołów z powodzeniem ze sobą współpracowali. Tym sposobem składy takich kultowych grup jak Mother Love Bone, Mad Season, Temple of the Dog czy Green River zasilane były praktycznie przez tych samych muzyków. Na takim właśnie fundamencie narodził się Pearl Jam (i nie tylko). Zespół, którego muzyka, przynajmniej dla mnie, stanowi wypadkową wszystkich powyższych wpływów. Niepochodzący z Seattle Vedder również doskonale odnalazł się w zastanej rzeczywistości, a jego buntowniczo-nihilistyczne nastawienie do świata idealnie wpisało się w panujący w Seattle klimat wynosząc Eddiego na niewygodny dla niego piedestał. W końcu grunge, podobnie jak reprezentujące go „gwiazdy”, narodziły się z potrzeby kontestacji tego, co wokół oraz chęci znalezienia swego miejsca z daleka od mainstreamu. Wypadki potoczyły się co prawda nieco inaczej, niż zakładano, ale wtedy chyba nikt nie był w stanie przewidzieć tego, jak mocno i doskonale grunge wypełni odczuwaną przez młodych ludzi pustkę, i że będzie w stanie ukoi pragnienia tak wielu nastoletnich serc.

Zespoły Nirvana, Alice in Chains, Pearl Jam i Soundgarden nie bez przyczyny określane są mianem Wielkiej Czwórki z Seattle i jestem przekonana o tym, że muzyka przez nie tworzona może służyć za definicję grunge’u. Udało się im bowiem stworzyć coś wyjątkowego – niepowtarzalne, charakterystyczne brzmienie oparte nie tylko na emocjonalnym, pełnym pasji graniu, ale również na talencie kompozytorskim. Sądzę, że właśnie te elementy sprawiły, iż popularność dosięgła przede wszystkim przedstawicieli Wielkiej Czwórki. Choć czasy się zmieniły i teraz z ich istnieniem wiążą się również olbrzymie pieniądze oraz funkcjonowanie machiny promocyjnej, dzięki której zespół nadal obecny jest w świadomości słuchaczy.

Myślę, że pytanie o to czy Pearl Jam to jeszcze grunge czy jednak już nie bardzo to pytanie podobne do tego o jajko i kurę. I pewnie każdy odpowie na nie inaczej. Śmiem twierdzić, że Pearl Jam, podobnie jak Soundgarden, Alice in Chains i Nirvana z założenia zaczynał od grania grunge’u, ale dodając do niego po drodze również inne smaki uzyskał zupełnie nietuzinkowy efekt, który wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Teraz natomiast zespołowi najbliżej chyba do klasycznego, rockowego grania i dopóki satysfakcjonuje ono fanów, dopóty wszystko pozostaje w najlepszym muzycznym porządku.

Z okazji Nowego Roku zrobiłam samej sobie prezent w postaci książki zatytułowanej „Wszyscy kochają nasze miasto”. Podobno najlepiej opowiada ona historię grunge’u, a więc doskonale nadaje się jako ilustracja dla poruszanej we wpisie tematyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *