Wiadomością ostatnich dni stało się ogłoszenie o tym, że 31 grudnia tego roku MTV na dobre kończy swoją działalność. Jest to „koniec pewnej epoki”, przez niemal 40 lat swego istnienia MTV wpłynęła bowiem na wybory muzyczne dokonywane rzesze nastolatków zamieszkujące każdy niemalże zakątek świata.
Gdy teledysk jakiegoś artysty pojawiał się na antenie tej stacji można było być pewnym tego, że artysta ten zyska popularność. Szczególnie w latach 90 to właśnie ten amerykański kanał kształtował gusta i poszerzał horyzonty fanów muzyki. Co istotne, wtedy proponował on najciekawszy i najbardziej różnorodny kontent, zaś podczas rozdawanych przez stację nagród MTV Video Music Awards w szranki stawali najwięksi gracze rynku muzycznego tamtych czasów.
Grunge także zagościł w ramówce MTV, co więcej, był przez tę telewizję naprawdę mocno promowany. Teledyski Nirvany, Pearl Jam, Alice in Chains i Soundgarden dostawały swój czas antenowy w programie „120 minutes” i często dzięki temu odnosiły olbrzymi sukces. Zespoły grunge’owe pojawiały się także w seriach „Headbangers Ball” i „MTV unplugged” i niektóre z tych wizyt dziś traktowane są jako kultowe.
Prowadzony w latach 90 przez Rikiego Rachtmana „Headbangers ball”, jak sama nazwa sugeruje, był programem poświęconym ciężkim brzmieniom i jego gospodarz często zapraszał bohaterów swoich wywiadów w nietypowe miejsca. I tak, Soundgarden grali w programie w kręgle, a Alice in Chains szaleli w parku wodnym. Jednym z najbardziej pamiętnych wywiadów był natomiast ten udzielony przez Kurta Cobaina i Krista Novoselica w 1992 roku. Kurt pojawił się w studio ubrany w żółtą suknię balową z ogromnym kołnierzem i okulary przeciwsłoneczne i obaj panowie potraktowali Rikiego z dużą nonszalancją. Prowadzący wspominał później, że była to jedna z najgorszych rozmów, jakie miał okazję przeprowadzać.
Członkowie Pearl Jam również usiedli na kanapie w „Headbangers Ball” w znaczącym dla ich kariery momencie. Wizyta Mike’a i Eddiego miała bowiem miejsce 28 września 1991 roku, czyli miesiąc po wydaniu przez Pearl Jam ich debiutanckiego albumu.


Na pewno myśląc o MTV wielu z nas ma natychmiastowe skojarzenie z serią unplugged, w której swoje koncerty zagrali przecież również nasi ulubieńcy. Do dziś trwają fanowskie spory o to który z trzech zespołów zaprezentował się w tym wydaniu najlepiej. Tym bardziej, że w przypadku każdego z nich mamy do czynienia z specyficznymi okolicznościami dotyczącymi nagrywania ich występów.
Jako pierwszy swój unplugged zagrał zespół Pearl Jam, który był wtedy właściwie dopiero na początku artystycznej drogi i miał w dorobku zaledwie jedną płytę. Grupa wykonała osiem utworów, w tym jeden cover, a żeby w ogóle przystąpić do grania musiała czekać w kolejce bo tego dnia w tym samym studio swoje koncerty unplugged rejestrowali również Mariah Carey i zespół Boyz II Men.
Półtora roku później bez prądu zagrała Nirvana i to z kolei był o tyle znaczący występ, że, z perspektywy czasu, można go postrzegać jako w pewnym sensie pożegnalny, pięć miesięcy po jego odbyciu się Kurt już nie żył. Nie doczekał też wydania go w wersji płytowej, ani otrzymania za niego przez Nirvanę jedynej statuetki Grammy.
Występ Alice in Chains w serii unplugged także niósł z sobą określony ładunek emocjonalny. Nagrywający go zespół znajdował się na rozdrożu, a Layne Staley już nawet nie udawał, że jest w dobrej kondycji zdrowotnej. Tym niemniej, grupa zagrała mistrzowsko, i jak się później okazało, był to jeden z ostatnich występów jakie miała okazję dać w takim składzie.

Na antenie MTV często emitowano koncerty i jednym z tych ikonicznych jest z pewnością zagrany 13 grudnia 1993 roku „Live and Loud” Nirvany. Choć tego wieczora i pod tym szyldem występowali nie tylko Kurt i jego ekipa to dziś pamięta się głównie o nich. Zagrany w Seattle dla zaledwie dwóch tysięcy osób koncert przeszedł do historii jako jeden z triumfów Nirvany. Zespół był w koncertowym gazie, postanowił wydłużyć swój set (z powodu odwołania swego przybycia przez również zakontraktowany na ten wieczór Pearl Jam) i wydaje się, że naprawdę dobrze się bawił.

MTV to jednak przede wszystkim videoclipy i to one, przez przynajmniej pierwszą dekadę istnienia stacji, dominowały w ramówce w najprzeróżniejszych formach podania. Choć telewizja była odważna i postępowa to jednak zdarzało się, że niektóre teledyski nie były dopuszczane do tego by być odtwarzane na antenie. Taki los spotkał wspominany tu niedawno „Jesus Christ Pose” Soundgarden i to właściwe tylko za to, że w videoclipie pokazywany jest krzyż oraz sceny kojarzące się z ukrzyżowaniem.
Niełatwe życie antenowe miała również niecenzurowana wersja teledysku „Jeremy” Pearl Jam, tak więc zespół musiał okroić obraz ze scen, które wydawały się być bulwersujące widza.

Dużym osiągnięciem dla artystów w latach 90 było także otrzymanie nominacji, a jeszcze bardziej – nagrody MTV Video Music Awards. Jeśli chodzi o Wielką Czwórkę to najwięcej, bo aż 10 nominacji zapisała na swoim koncie Nirvana, a najmniej – jedną, Soundgarden (ale za to w tym przypadku nominacja = wygrana). Nirvana dzierży również palmę pierwszeństwa w ilości zdobytych nagród MTV (pięć) – dwa razy dostała je za „Smells Like Teen Spirit”, raz za „In Bloom” i dwukrotnie za „Heart-Shaped Box”.
Alice in Chains trzykrotnie mieli szansę na statuetkę Moonmana (zdobyli jedną, za „Would?”), a Pearl Jam siedem swoich nominacji zmienili w cztery trofea i wszystkie dotyczyły teledysku do utworu „Jeremy”.


Ceremonie wręczenia nagród MTV również były znaczącym kulturalnym wydarzeniem a niektóre edycje zapisały się na kartach historii jako te ponadprzeciętne. Nie da się oczywiście wymienić ich wszystkich, wspomnę więc tylko o kilku.
Na przykład o tej, gdy w 1992 roku Nirvana odmówiła zagrania podczas gali utworu „Smells Like Teen Spirit” i przyprawiła producentów o palpitację bo po wejściu na antenę zaintonowała pierwsze akordy absolutnie zakazanego „Rape Me”. Lub gdy rok później Kurt wkroczył do Universal Amphitheatre w Los Angeles wraz z żoną i córką, zapytany przez dziennikarza jak podoba mu się ojcostwo odpowiedział, że lubi wódkę, a następnie wdał się w słowne utarczki z Axlem Rose.
Niezwyczajne było na pewno uhonorowanie przez Pearl Jam Trevora Wilsona, który w teledysku do „Jeremy” odgrywał tytułową rolę. Zespół odbierając w 1993 roku jedną z przyznanych mu statuetek zaprosił Trevora na scenę a Eddie Vedder wykrzyknął do mikrofonu: „To jest Trevor. On żyje!”.
Z tej samej gali ze swoim Moonmanem wyszła również Nirvana, która otrzymała go za „In Bloom”. Dave Grohl wniósł wtedy Kurta na plecach na scenę a ten stojąc już ze statuetką w ręce zaczął się bawić… rozporkiem swoich jeansów.


Telewizja, która po prawie czterdziestu latach swojego istnienia przestaje nadawać to dla mnie istotny element mojego dorastania, na koniec pokuszę się więc o krótka prywatę.
Moje wspomnienia związane z MTV to przede wszystkim polowanie na momenty, kiedy moja regionalna telewizja choć na chwilę odkoduje to pasmo i spijanie z ekranu obrazów, których próżno było szukać na innych kanałach. To radość z założenia kablówki i niczym nieograniczone korzystanie z dobrodziejstw MTV, to wreszcie ulubione serie – MTV Most Wanted, Alternative Nation, MTV Live, Total Request, Making the Video, czy 3 from 1. I najbardziej odpowiedzialne zadanie dla fana muzyki – nagrywanie na kasetę VHS teledysków. Kasety wałkowało się potem do zajechania. Ja nagrywałam też z MTV same ścieżki dźwiękowe i w ten sposób tworzyłam autorskie mixtape’y. Teraz trudno to sobie nawet wyobrazić, ale wtedy to była norma, każdy tak robił.
W latach 90 MTV kojarzyło się z jakością, nowatorstwem i dbałością o to, aby do widza dotrzeć z ambitnymi treściami. Było tam oczywiście sporo rozrywki, ale nie sprowadzała się ona do masowo produkowanych reality shows. MTV na zawsze pozostanie więc swego rodzaju ikoną, symbolem. Choć od dawna już nie włączyłam tego kanału z własnej woli to jednak poczułam ukłucie żalu na wieść o tym, że słynna telewizja muzyczna kończy nadawanie. Czuję się jednak wyróżniona bo lata jej świetności przypadły na okres mojego dorastania i głównie to pozostanie w mojej pamięci.
