Wpisy

I’m burning diesel

Wczoraj odpalaliśmy fajerwerki na cześć „Nevermind”, ale fajerwerki, a nawet szampan, tort i urodzinowe czapeczki należą się też „Badmotorfinger” Soundgarden ponieważ, według niektórych źródeł płyta ta została wydana w tym samym dniu co druga płyta Nirvany. Inne źródła podają natomiast, że był to jednak 8 października. Kto by się jednak spierał o szczegóły? Najważniejsze, że album w ogóle ujrzał światło dzienne i że jest na nim tak dużo dobra.

W momencie ukazania się krążka zatytułowanego „Badmotorfinger” Soundgarden byli już po wydaniu „Ultramega OK.” (album ujrzał światło dzienne nakładem wytwórni SST) oraz „Louder Than Love” (płyty będącej wynikiem współpracy z A&M). Wydana w 1989 roku „Louder Than Love” była zresztą sporym sukcesem, ale nadal głównie w określonych kręgach, nie w mainstreamie. Niemniej, album „Louder Than Love” przetarł zespołowi szlaki i zdefiniował na dobre brzmienie Soundgarden. Panowie nie bali się eksperymentować ze strojeniem, tworzyli ciężką i mocną muzykę przy jednoczesnym wykorzystaniu potencjału śpiewnego wokalu Chrisa Cornella. Nie dało się także zignorować słyszalnych w muzyce grupy inspiracji klasykami w stylu The Beatles, Led Zeppelin czy Black Sabbath. „Badmotorfinger” to popis ogromnych możliwości i wielkiego talentu członków Soundgarden. Płyta jest szybka, energetyczna, cudownie nieokrzesana ale równocześnie dopracowana, melodyjna i niepozbawiona elementów, które zaczęły funkcjonować w świadomości słuchaczy jako te definiujące twórczość zespołu z Seattle.

Wydanie płyty “Badmotorfinger” z okazji jej 25 urodzin zawierające materiały ze studia oraz wykonania na żywo


„Badmotorfinger” to pierwszy album Soundgarden nagrany z Benem Shepherdem, który nie marnował czasu na subtelności i od razu wjechał w szeregi grupy na pełnej prędkości. Nie tylko współtworzył dużą część kompozycji z płyty, ale jeszcze napisał swój pierwszy tekst – do utworu „Somewhere”.
Charakterystyczne logo umieszczone na okładce albumu i jego tytuł miały, w zamierzeniu, być takim mocnym akcentem, który sugerowałby odbiorcy, jakiej zawartości ma się spodziewać. No powiedzcie sami, czy, gdy patrzycie na obwolutę „Badmotorfinger” lub wymawiacie to słowo nie czujecie, że macie do czynienia z czymś naprawdę ostrym? Ja tak.
Trzecia długogrająca płyta Soundgarden to właściwie zbiór samych kultowych utworów. Zaczynając od otwierającego ją, dziko pędzącego „Rusty Cage”, który został skowerowany przez samego Johnny’ego Casha, przez „Outshined” ze słynnym tekstem: „I’m lookin’ California and feelin’ Minnesota”, wybitne „Jesus Christ Pose” (Matt Cameron zasługuje w pełni na swój przydomek!), nieoczywiste „Drawing Flies” gdzie usłyszymy saksofon, po zamykające, ciężkie i przytłaczające dźwiękiem „New Damage”.


Nie bez przyczyny „Badmotorfinger” był nominowany do nagrody Grammy w kategorii Best Metal Performance. Ciekawostka – zanim to nastąpiło i zanim Soungarden zyskali należną im sławę zespół został wybrany jako support grupy Guns’N’Roses, która wydała wtedy album “Use your Illusion” i właśnie ruszała w trasę. Chris Cornell wspominał ten czas jako zabawne i dość surrealistyczne doświadczenie ponieważ fani Gunsów właściwie w ogóle nie znali twórczości Soundgarden. Rok później sytuacja wyglądała już zgoła inaczej i grupa pod przewodnictwem Cornella została uwzględniona w lineupie festiwalu Lollapalooza, gdzie zagrała na jednej scenie (i to tej głównej) z Pearl Jam i Red Hot Chilli Peppers. Dla Chrisa czy Eddiego Veddera były to jeszcze czasy małej rozpoznawalności więc w trakcie trwania festiwalu panowie z powodzeniem jammowali na scenie bocznej śpiewając utwory istniejącego już wtedy Temple of the Dog oraz tarzali się w błocie z członkami publiczności. Wtedy też powstały słynne zdjęcia z backstage’u zrobione, między innymi przez Lence’a Mercera. Jedne z moich ulubionych.

Za kulisami festiwalu Lollapalooza z 1992 roku – fot. Lance Mercer
Za kulisami festwialu Lollapalooza z 1992 roku – Pearl Jam imprezuje z Soundgarden, fot. Lance Mercer

Album „Badmotorfinger” reprezentowały 3 single, do wszystkich nakręcono podobne w stylistyce teledyski i we wszystkich zobaczymy dość mocno roznegliżowany tors Chrisa Cornella. To był ten etap, gdy wokalista często i chętnie prezentował się w takiej odsłonie. Pomijając aspekt wizualny, „Rusty Cage”, „Outshined” i „Jesus Christ Pose” są dla mnie takimi soczystymi obrazami, które stanowią kwintesencję grunge’owej mocy i bezkompromisowości.
Videoclip do „Jesus Christ Pose” zdjęto nawet z anteny MTV, gdyż wzbudzał zbyt duże kontrowersje. Ukazany jest w nim bowiem wizerunek krzyża – płonącego, odwróconego oraz takiego, na którym zostaje ukrzyżowana kobieta. Muzycy chcieli pójść o krok dalej i w roli bohaterki clipu obsadzić Afroamerykankę, ale ostatecznie nie przeforsowali tego pomysłu. Teledysk na antenę MTV powrócił, jednak był emitowany jedynie w godzinach wieczornych.

“Badmotorfinger” w wydaniu codziennym

Gdy myślę o „Badmotorfinger”, o momencie wydania tego albumu i w ogóle o tamtym brzemiennym we wspaniałe wydawnictwa roku czuję klimat, który musiał wtedy towarzyszyć Chrisowi, Benowi, Kimowi i Mattowi – oczekiwania na przełom zmieszanego z ekscytacją w związku z tym, co już udało się osiągnąć. Sprawy po prostu nie mogły potoczyć się innym torem, a Soundgarden był skazany na sukces. Biorąc pod uwagę nie tylko wyjątkowość muzyki zespołu, ale również kontekst jej powstania oraz osobowość i charyzmę frontmana grupy. Podobnie jak Nirvana, Soundgarden także trafił w swój czas choć na ogólnoświatową popularność trzeba było poczekać jeszcze 3 lata, gdy narodził się przełomowy album „Superunknown”. „Badmotorfinger” stanowił przedsionek zmian, na którego progu stanęli wówczas ciekawi ciągu dalszego Chris, Matt, Ben i Kim. Wszystko, co stało się potem jest jednym z tych rozdziałów historii, które wspaniale wzbogaciły świat muzyki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *