Wpisy

„Nie jestem idolem! Jestem człowiekiem, który robi to, co lubi…”

Pomnik Chrisa Cornella już od prawie dwóch miesiący zdobi plac przed Museum of Pop Culture w Seattle. Odsłonięcie obelisku odbyło się z należną temu wydarzeniu pompą i w obecności najbliższych Chrisowi osób.

Jak się okazuje, stawianie pomników znanym ludziom nie jest wcale rzadkim zjawiskiem. W Muzeum Historii Aberdeen – rodzinnym mieście Kurta Cobaina umieszczono figurę  przedstawiającą muzyka grającego na gitarze. W muzeum tym funkcjonuje nawet cała sekcja poświęcona Kurtowi i jego muzycznym dokonaniom oraz sklep z pamiątkami związanymi z Cobainem. To ciekawe, bo taki sposób oddawanie czci artyście chyba nie spodobałby się samemu zainteresowanemu. Takie przejawy kultu były bowiem tym, przed czym Kurt chciał uciec. Chcąc nie chcąc, stał się on jednak ikoną popkultury i postacią, którą kojarzy się z określonymi, natychmiast rozpoznawalnymi atrybutami. Nie szukając daleko, w polskim sklepie internetowym nabyć można produkty pod nazwą: „sweter Kurta Cobaina” i „okulary Kurta Cobaina”. Czekam na sztruksową kurtkę Eddiego Veddera.

Pomnik Kurta Cobaina w Aberdeen

Wracając jednak to wątku głównego,  innym przykładem granitowych dzieł jest, na przykład wzniesiony w Montreux i naprawdę udany pomnik Freddiego Mercury’ego. W Liverpoolu i w Houston zobaczyć można figury The Beatles, a sam John Lennon zawitał nawet na Kubę. Bob Marley doczekał się aż 3 pomników – dwóch na Jamajce i jednego w Etiopii!  Podobnie licznie reprezentowane są statuy Elvis Presleya. Nie brakuje także figur innych artystów, z czego na uwagę zasługuje na pewno maleńka rzeźba przedstawiająca Johna Lorda z Deep Purple, którą, jeśli będziemy spostrzegawczy, znajdziemy w Uzhgorodzie na Ukrainie. Nawet w naszych rodzimych Kielcach znajduje się spora galeria popiersi i pomników gwiazd muzyki rock i pop. Wśród uwiecznionych w kamieniu artystów pojawia się choćby John Lennon, Miles David czy Jimi Hendrix.

Pomnik Johna Lorda na Ukrainie
Pomnik The Beatles w Liverpoolu

Podobnie jak z innymi dziełami sztuki, także w przypadku obelisków, jedne są bardziej, a drugie mniej udane. Rozumiem potrzebę fanów czy mieszkańców jakiegoś miasta związanego z historią życia artysty do tego, aby stworzyć miejsce, w którym można by celebrować jego dokonania. Myślę jednak, że ktoś powinien zawsze poddawać ocenie i weryfikacji efekt końcowy. Pomnik Chrisa Cornella jest bezsprzecznie przejawem miłości mieszkańców Seattle do jego muzyki, a co za tym idzie do całego nurtu grunge. Jest to również sposób na oddanie hołdu człowiekowi, który przyczynił się do muzycznego przebudzenia tego deszczowego miasta. Niemniej jednak, sama statua mu poświęcona jest niestety nieciekawa i do tego podczas uroczystości odsłonięcia została źle oświetlona. W związku z tym wyglądała dość groteskowo. Chris jest niepodobny do siebie i upozowany w nienaturalny sposób, a jego twarz nie wyraża absolutnie żadnych emocji.

Nie powiem, żebym z zapartym tchem czekała na odsłonięcie tego pomnika, gdyż mam do tego typu rzeczy stosunek raczej ambiwalentny, spodziewałam się jednak zobaczyć coś bardziej artystycznego. Na szczęście to nie pomniki będą najbardziej świadczyły o wielkości artysty, którym niewątpliwie był Cornell. To jego wspaniały głos i setki doskonałych kompozycji, jakie po sobie pozostawił będą jego dziedzictwem. Mam nadzieję, że takim, o które zadba się w sposób właściwy.

Chris Cornell w Seattle

Niedługo po odsłonięciu pomnika Cornella do rąk fanów artysty trafił zbiór utworów Chrisa zebranych na obszernym, bo czteropłytowym wydawnictwie zatytułowanym po prostu „Chris Cornell”. Już zapowiedzi tego albumu wydawały się być bardzo ciekawe, szczególnie, że na płytach pojawią się wykonania live oraz rarytasy wcześniej dostępne co najwyżej na składankach lub soundtrackach. Czekaliście na ten album? Którą jego wersję kupiliście, regularną czy może deluxe?

*tytuł wpisu jest cytatem z wypowiedzi Kurta Cobaina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *