Wpisy

I Am The Highway

Minęły już prawie dwa tygodnie od czasu koncertu poświęconego Chrisowi Cornellowi, który odbył się w Los Angeles. Potrzebowałam czasu, aby przetrawić to, co zobaczyłam i wyrobić sobie na ten temat zdanie, nie kierując się jedynie emocjami.

Wiele osób śledziło na bieżąco kolejne występy, które miały miejsce na scenie hali The Forum. Koncert się wyprzedał, a udział w nim potwierdziło wielu znamienitych artystów. Gdybym miała jednym zdaniem podsumować moje refleksje na temat tego wydarzenia chyba musiałabym powiedzieć, że niestety nie uważam tego koncertu za w stu procentach udany. Miał on oczywiście jaśniejsze punkty, jak choćby zaskakująco dobre wykonania „Seasons” czy „Reach Down”, wspaniała solówka Petera Framptona w „Balck Hole Sun” czy całkiem udane „Rusty Cage” w wykonaniu Taylor Momsen, ale więcej tu było przeciętności. Wierzę, że zestaw muzyków, których zaproszono do udziału w tribucie nie był przypadkowy, że osoby te czuły się personalnie związane z bohaterem wydarzenia i że kierowały się one podczas swoich występów głównie emocjami. Jednak obiektywnie rzecz ujmując, część z tych osób dokonało niefortunnego wyboru jeśli chodzi o wykonane tego wieczoru utwory. Nie pojmuję na przykład po co porywać się na śpiewanie „Cochise” gdy nie ma się do tego możliwości wokalnych i z buntowniczej w swej wymowie pieśni robi się jej parodię. Smuci mnie, że „Be Yourself” w wykonaniu Juliette Lewis, które ta znakomita, nota bene, aktorka śpiewała ewidentnie nie w swojej tonacji wypadło niemalże demonicznie. Ale najbardziej mi żal „The Day I Tried To Live”. To jeden z moich ukochanych utworów w ogóle, ma specyficzną aurę i  wspaniały tekst, w który warto się wczytać. Tylor Hawkins chyba jednak się o to nie pokusił. Śpiewał jak nastolatek aspirujący do roli wokalisty metalowego, który w zaciszu swego pokoju stojąc przed lustrem udaje, że kochają go tłumy. Dodatkowo żenujące były też jego dziwaczne gesty i wstawki w stylu „The day I tried to live, you know whaaaaat? I should have stayed in bed!”. Nie wiem też dlaczego niektórzy artyści zdecydowali się na zaprezentowanie setu złożonego również, lub w głównej mierze z utworów własnych. Są to świetne kawałki, i trudno temu zaprzeczyć, ale na Boga, był to przecież koncert poświęcony muzyce Chrisa Cornella!

Wydarzenie ratował z pewnością występ Temple of The Dog, choć nie do końca rozumiem ideę nazywania takiego zestawu osobowego w ten właśnie sposób. Cieszy jednak, że w czterech utworach podczas tego występu do składu dołączył Josh Freese, a w „All Night Thing” za bębnami usiadł Matt Chamberlain.

Niewątpliwie dla wielu osób koncert w hołdzie Chrisowi był niemałym przeżyciem. Świadczyły o tym chociażby przemowy bliskich Cornellowi ludzi – jego żony, córki i przyjaciół. Amerykański sposób bycia jest jednak dla mnie dość zaskakujący. Biorąc pod uwagę okoliczności spodziewałabym się jednak większej ilości spontanicznych, emocjonalnych reakcji, wzruszeń, a nawet łez a w zasadzie wszyscy obecni w The Forum byli przede wszystkim roześmiani i wyluzowani. Josh Brolin wyluzował się nawet do tego stopnia, że nie przestawał rzuć gumy również w trakcie swojego krótkiego przemówienia. Ale może to ja podchodzę do sprawy ze zbyt małym dystansem.

Soundgarden bez swego lidera fot. Kevin Mazur/Getty Images

Na pewno niezwykle wzruszającym było zobaczyć przenośną lodóweczkę Chrisa wypełnioną jego ulubionymi napojami oraz podpięta do wzmacniacza oliwkową gitarę stojące na podeście Matta. Podtrzymanie przez zespół tradycji Cornella było pięknym gestem. Ponadto, Kim, Matt i Ben, mówiąc eufemistycznie, odwalili kawał świetnej roboty, podobnie jak Stone Gossard i Jeff Ament, którzy uczestniczyli w występach wielu osób. Gossard mówił pięknie o swoim przyjacielu i jego wpływie na muzykę oraz ludzi wokół niego. Zrobił też coś, co nie udało się do tej pory nikomu – ubrał w odpowiednie słowa ból i tęsknotę wielu z nas.

Uważam, że pomysł zorganizowania koncertu poświęconego pamięci jednego z najwybitniejszych artystów naszych czasów był bardzo dobry. Szkoda jednak, że do udziału w tym przedsięwzięciu nie zaproszono większej ilości wokalistów mogących podołać poziomowi trudności kompozycji śpiewanych przez Cornella. Aż prosiłoby się usłyszeć (jednak) Mike’a Pattona, Maynarda Jamesa Keenana, czy Ritchiego Kotzena. Myślę, i być może niektórych tym zaskoczę, że doskonale poradziłaby sobie również Lady Gaga. Nie mówiąc już chociażby o Sheryl Crow czy Tori Amos. Przyjaciółki Chrisa, czyli siostry Wilson z grupy Heart także wydawały się idealnym wyborem. Coś jednak sprawiło, że te wszystkie osoby nie pojawiły się jednak 16 stycznia w Los Angeles.

Vicky Cornell w obiektywnie Kevina Mazura

Największym nieobecnym zdawał się być oczywiście Eddie Vedder. Wielu fanów liczyło na to, że zaśpiewa on swoją partię w „Hunger Strike” i przemówi – po raz pierwszy od czasu śmierci przyjaciela. Nic takiego się jednak nie stało, ale ja nie czuję się tym faktem zaskoczona. Mówiąc szczerze, pomimo tego, że po cichu na to liczyłam, zszokowałabym się, gdyby Eddie jednak zdecydował się pojawić. Pearl Jam reprezentowany był natomiast przez wspomnianych Stone’a Gossarda i Jeffa Amenta, a także przez Matta Camerona. Choć można powiedzieć, że ten ostatni reprezentował właściwie 3 różne zespoły. Wydawał się  być także mocno poruszony i zestresowany okolicznościami. To podobnie jak ja. Podczas oglądania fragmentów koncertu, czułam się trochę zmieszana. Momentami miałam bowiem wrażenie, że pomysłodawcy zorganizowali ten show głównie dla siebie. Może to jednak też było potrzebne, żeby w ten sposób poradzić sobie z traumą i pustką jaką pozostawił po sobie Cornell?

Ciężko mi jednoznacznie ocenić wydarzenie, które przynajmniej w zamierzeniu miało być skoncentrowane na twórczości Chrisa Cornella. Dla mnie z tego, że się ono odbyło płyną przynajmniej dwa wnioski – że koncert nazwany „I Am The Highway” był lepszy muzycznie niż wokalnie oraz, że nikt już nie śpiewa tak jak Chris.

A co Wy sądzicie o wydarzeniu promowanym jako hołd na cześć głosu pokolenia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *