Dziś o płycie młodej bo zaledwie czteroletniej. Urodziny obchodzi „Lightning Bolt” Pearl Jam. To, poza „Let’s Play Two”, które jest wydawnictwem koncertowym ostatnia w dotychczasowym dorobku płyta studyjna zespołu.

Niezmiennie zachwycam się oprawą graficzną płyty, jej designem. Za tę kwestię odpowiedzialny był Don Pendleton – wszechstronny i niezwykle kreatywny amerykański artysta. Warto obejrzeć wkładkę, wczuć się w jej klimat. Rysunki są bardzo symetryczne, dominują w nich kolory czarny, biały i czerwony, kojarzą się z logo i taki chyba był właśnie zamysł twórcy. Każdy utwór zilustrowany jest osobnym rysunkiem więc nawet nie rozumiejąc tytułu możemy sobie bez problemu sami zatytułować każdą piosenkę.

Sama płyta jest natomiast, według mnie, lepsza od poprzedniczki i jest swego rodzaju powrotem brzmieniowym do starszych dokonań Pearl Jam, choć zespół uważa ją jednak za naturalną kontynuację tego, co nagrali na „Backspacer”. Utwory takie jak „Gataway”czy „Mind your manners” są, według mnie utrzymane w klimacie pierwszych płyt, takie przywołują skojarzenia. W warstwie tekstowej natomiast dużo jest uczuciowości („Sirens”, „Future days”), mowy o upływie czasu („Pendulum”), wspomnień („Let the records play”). Dla mnie najsłabszym punktem płyty jest utwór „Let the records play”. Jakoś nie pasuje mi brzmieniowo do Pearl Jam. Moim faworytem jest natomiast „Pendulum” ze świetnym chórkiem i wspaniałym tekstem.

Wydawnictwo było promowane singlami i videoclipami do „Mind your manners”oraz „Sirens”. Oba teledyski wyreżyserował Danny Clinch. Promocja płyty objęła też kilkukrotne występy zespołu w programie Late Night with Jimmy Fallon. Poniżej „Pendulum”, czyli mój ulubiony utwór z płyty „Lightning Bolt” z całkiem ciekawym obrazkiem choć nie jest to oficjalny teledysk zespołu.
