Wpisy

Muzyka jest kobietą

Jak zdążyliście pewnie zauważyć kocham grunge. Ale uwielbiam również inne gatunki muzyczne, choć nie ukrywam, że w największym stopniu fascynuje mnie muzyka rockowa i najbardziej lubię śpiewających mężczyzn. W ogóle wokal ma dla mnie niezwykle istotne znaczenie i to zazwyczaj on przesądza o tym, czy dany wykonawca zostaje ze mną na dłużej czy nie. Z tej przyczyny nie jestem niestety w stanie przesłuchać więcej niż kilku utworów The Smashing Pumpkins czy Foo Fighters ale twórczość Tool czy Faith No More aprobuję w całości.

Są jednak w muzyce także kobiety, które wyjątkowo cenię za ich dokonania muzyczne a nierzadko również za ich postawę życiową. Tak się składa, że wszystkie panie, o których chcę dziś wspomnieć są silnymi postaciami ze światopoglądem, który często jest zbieżny z moim. Na potrzeby tego wpisu wybrałam tylko te artystki, które znam od wielu lat i w większości znam także wszystkie nagrane przez nie płyty.

Okładka płyty Sheryl Crow “Tuesday Night Music Club”

Sheryl Crow poznałam na etapie mojej fascynacji Michaelem Jacksonem (czyli gdzieś w okolicy ósmej klasy podstawówki) ponieważ – choć nie każdy to wie – Sheryl zaczynała swoją karierę od występów w chórkach u Króla Popu. Jest to utalentowana artystka, w której twórczości słychać pobrzmiewające echa country, ale jest ona silnie zakorzeniona w klasycznym amerykańskim rocku. Uwielbiam większość płyt Sheryl a tę darzę szczególnym sentymentem ponieważ jest to debiutancki album Crow oraz ze względu na to, że znajdują się na nim takie perełki jak choćby „Strong Enough”, „Can’t Cry Anymore” czy „I Shall Believe”.

Alanis Morissette – zwierzę sceniczne, artystka bezkompromisowa, która w pewnym momencie dokonała życiowej wolty oraz usunęła się nieco w cień po fazie totalnego boomu na jej muzykę. Gdy sugestywnie wyśpiewywała wersy „You Oughta Know” niemal namacalnie czułam jej ból i gniew. Bo Alanis to nie tylko „Ironic”, który znają nawet słuchacze radia RMF.

Okładka płyty Alanis Morissette “Jagged Little Pill”

Tori Amos kojarzy mi się z jednym słowem – dama. Artystka, której nie miałam do tej pory okazji widzieć na żywo ale jej koncert od lat znajduje się na liście moich muzycznych marzeń. Właściwie wszystko czego nie dotknie Tori zamienia się w złoto. Oczywiście miała również słabsze momenty, tego nie uniknie żaden twórca, jednak większość jej utworów można śmiało nazwać arcydziełami a jej teksty to poezja w czystej postaci.

Okładka płyty Tori Amos “From the Choirgirl Hotel”

Sade zawsze uważałam za piękną i tajemniczą wokalistkę o aksamitnym wręcz głosie. Jej koncerty to oszczędne w bodźce, wysmakowane widowisko, osią których jest po prostu śpiew samej Sade. Artystka często występuje boso, ubrana w elegancką suknię, co tylko podkreśla jej skromny sposób bycia. Muzyka Sade daje mi ukojenie, uspokaja i zawsze wprowadza mnie w melancholijny nastrój, a moim ulubionym utworem wokalistki chyba na zawsze już pozostanie „No Ordinary Love”.

Okładka płyty Sade “Soldier of Love”

Ciekawe, czy którakolwiek ze wspomnianych przeze mnie wokalistek znajduje się również na liście Waszych ulubionych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *