Wpisy

A Perfect Night

Sobotni koncert A Perfect Circle był dla mnie wyjątkowy z wielu względów. Był to pierwszy koncert tej grupy w naszym kraju, a mnie udało się go zobaczyć – odmiennie do wielu koncertów, na których byłam wcześniej – w wydaniu, o jakim zawsze marzyłam. Wszystko widziałam z bliska, nikt nie zasłaniał mi sceny i mogłam w pełni przeżywać to niewątpliwe muzyczne misterium.

Występ Chelsea Wolfe, czyli suportu A Perfect Circle przemilczę. Po pierwsze dlatego, że nie mam wystarczającej wiedzy na temat jej muzycznych dokonań, aby odnieść się do tego, co zaprezentowała artystka. Po drugie zaś, nie potrafiłam się zachwycić żadnym fragmentem jej krótkiego koncertu. Nie ukrywam, że niecierpliwie czekałam na gwiazdę wieczoru. I choć rozumiem dlaczego wybór Billy’ego i spółki padł właśnie na Chelsea, to ja nie podzielam zachwytów jej twórczością.

Zaskoczeniem dla mnie było to, że każdy punkt programu opracowanego na ten wieczór pojawiał się dokładnie o takiej porze, na jaką był zaplanowany. Chelsea Wolfe weszła na scenę o 20.00, by zejść z niej o godzinie 20.45 i pozwolić technikom na rozstawienie sprzętu muzykom A Perfect Circle. Kolejne pół godziny upłynęło mi na nerwowym zerkaniu na zegarek i pełnym już napięcia oczekiwaniu. W końcu, o 21.15 rozpoczął się spektakl. Stwierdzenie to jest nieprzypadkowe, bowiem A Perfect Circle to zespół, który gra praktycznie taki sam zestaw utworów na każdym koncercie z trasy. To wycyzelowany, dopieszczony pod każdym względem set, w którym równie ważną rolę odgrywa oświetlenie, wizualizacje, ustawienie muzyków oraz fakt, że wokalista – Maynard James Keenan przez cały koncert pozostaje w cieniu, z tyłu sceny. Pomimo tego, że, przynajmniej mniej więcej, orientowałam się w tym, co usłyszę, występ zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Może również dlatego, że mile połechtał moją naturę pedanta. A poza tym bardzo liczyłam na to, że setlistę zasilą dwie kompozycje: „Blue” oraz „Counting Bodies Like Sheep to the Rhythm of the War Drums” i obu się doczekałam. Ten drugi utwór zespół wykonał z taką energią i siłą, że miałam wrażenie, iż moc muzyki dosłownie zdmuchnie mnie sprzed sceny. „Blue” natomiast ma dla mnie wartość sentymentalną. Przez kilka lat melodia ta była moim dzwonkiem w telefonie, a poza tym darzę ją po prostu czystym uwielbieniem.

Billy Howerdel oraz Maynard James Keenan żegnający polską publiczność w Tauron Arenie

Dla mnie mistrzem ceremonii w Tauron Arenie w ten zimowy wieczór był zdecydowanie Mr Billy Howerdel. Jak stwierdził sam Maynard, Billy to jego „partner in crime”, a tak naprawdę Howerdel to osoba będąca motorem napędowym zespołu. Przyznam szczerze, że aż do sobotniego koncertu Billy robił na mnie wrażenie mrocznego i trochę przerażającego. A okazał się być ciepłym, skromnym, a momentami wręcz uwodzicielskim człowiekiem. Jego taniec z gitarą oraz kontakt wzrokowy, który stale nawiązywał z publicznością rekompensowały introwertyczność postawy Keenana oraz innych muzyków. To Billy grał przysłowiowe pierwsze skrzypce i doskonale radził sobie również wokalnie. „People Are People” oraz „(What’s So Funny ‘Bout) Peace Love and Understanding” w jego wykonaniu były naprawdę mocnymi punktami wieczoru. W mojej opinii zdecydowanymi perłami były także: „The Doomed”, „Tha Hollow”, „Vanishing”, „Talk Talk”, „Judith” choć tak ciężko wybrać zaledwie kilka. W przeciwieństwie do wielu fanów, ja bardzo czekałam na kompozycje z najnowszej płyty i uważam, że otwarcie w postaci tytułowego „Eat The Elephant” było doskonałym wyborem. Utwór ten bardzo dobrze oddaje obecnie dominujący w twórczości A Perfect Circle klimat.

Maynard James Keenan opuszczający scenę w Tauron Arenie

Nie zaskoczyła mnie zupełnie wyborna forma wokalna Maynarda, a jego głos, którym od szeptu przechodził gładko do krzyku powodował pojawianie się na moim ciele gęsiej skórki. Keenan jest wyjątkowym artystą, dbającym o szczegóły i takim, który nie pozwoliłby sobie na skuchę. Ponadto, aura, którą wokół siebie roztacza, choć budzi grozę, to jednak głównie przyciąga i intryguje.

Zawsze na koncertach zwracam też uwagę na perkusistów, wyjątkowo lubię patrzeć na ich zaangażowanie. I choć naprawdę trudno było oderwać wzrok od hipnotyzującego Howerdela, to jednak Jeff Friedl zrobił na mnie również niezwykle pozytywne wrażenie. Bębnił z prawdziwą mocą, wkładając w grę całe serce. Bardzo podobał mi się także sposób, w jaki bębniarz wymieniał pałeczki. Po prostu wyrzucał w powietrze jedne, by za chwilę sięgnąć po kolejny komplet. Niektórzy szczęśliwcy zdołali nawet na koniec koncertu złapać szybujące w stronę publiczności pałeczki Friedla. Ja natomiast, od 15 grudnia jestem szczęśliwą posiadaczką kostki Billy’ego. Takie zdobycze cieszą mnie najbardziej.

Wyjątkowa pamiątka

Wiem, że niektórym bardzo doskwierał fakt, iż Maynard nawet na moment nie wyszedł z cienia i rozumiem to, szczególnie w odniesieniu do osób oglądających koncert z trybun. Brak telebimów dla wielu osób także był dużym brakiem. Zespół takie decyzje organizacyjne tłumaczy tym, że chce, aby w trakcie występu słuchacze byli skoncentrowani głównie na muzyce i aby nic innego nie rozpraszało ich uwagi. Stąd też surowo przestrzegany zakaz filmowania i robienia zdjęć. Zakaz, według mnie, ze wszech miar uzasadniony. Dzięki niemu wielu z nas miało szansę widzieć scenę, a nie wyciągnięte w jej stronę dłonie dzierżące smartfony.

Eat The Elephant Tour

Biorąc pod uwagę fakt, że A Perfect Circle nie jest zespołem mainstreamowym uważam, że frekwencja w Tauron Arenie była naprawdę całkiem spora. Pięknie odśpiewane „Happy Birthday” oraz zaczerpnięte z polskiej tradycji „Sto lat” dedykowane Gregowi Edwardsowi były miłym i docenionym przez zespół akcentem. Widoczne było też zaskoczenie członków zespołu w związku z tym, jak żywiołowo reagowaliśmy na kolejne utwory niejednokrotnie wyśpiewując z Maynardem i Billym całe ich teksty. Howerdel wielokrotnie słowami i gestami dziękował za ciepłe przyjęcie, a Keenan zaskakiwał rozbudowaną konferansjerką (jeśli ktoś był kiedyś na koncercie Tool, z pewnością docenia ilość wypowiedzianych przez niego słów). Po raz kolejny dowiedliśmy, że jesteśmy godną uwagi publicznością i warto dla nas grać. Mam ogromną nadzieję, że A Perfect Circle przy okazji swojej kolejnej trasy, znów uwzględni w rozpisce nasz kraj.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *