Wpisy

Born to resist

Dave Grohl – najszerzej uśmiechnięty gitarzysta wśród perkusistów, człowiek-anegdota, który już samym pojawieniem się w jakimś miejscu wprowadza atmosferę radości obchodzi dziś swoje 54 urodziny.

Nie jestem nawet w stanie wyrazić słowami tego jak bardzo lubię Dave’a i jak bardzo jego sposób bycia mi odpowiada. Co ciekawe, do niedawna, choć zawsze darzyłam go niezwykłą sympatią, nie byłam aż tak wkręcona w jego twórczość. Znałam oczywiście te wszystkie znane utwory Foo Fighters, wiedziałam, że Dave lubi wygłupy i bardzo lubiłam wszystkie dowcipne teledyski jego grupy, ale to by było na tyle. Jakiś rok temu przyszedł jednak czas na totalne szaleństwo na punkcie Dave’a i od tamtej pory jest on stale obecny w moim życiu a do jego twórczości wracam z regularnością i ogromną przyjemnością. Dość powiedzieć, że na pierwszym miejscu mojej listy życzeń książkowych znajduje się biografia Foo Fighters autorstwa Micka Walla, do tej pory zdążyłam już obejrzeć film dokumentalny o zespole zatytułowany „Back and Forth”, inny, bardzo ciekawy – „What Drives Us”, w którym Dave analizuje wpływ podróżowania przez członków jednego zespołu wspólnym vanem na relacje między nimi, a teraz jestem w trakcie oglądania porywającego serialu w reżyserii Groha, czyli „Sonic Highways”.

Kadr z teledysku do “Learn to fly”

Mnie ostatni rok upłynął pod znakiem poznawania kolejnych wcieleń Dave’a, ale dla niego samego był on naznaczony serią prawdziwych dramatów – najpierw stracił przyjaciela, a potem matkę. Na szczęście w tym czasie miało miejsce także kilka pozytywnych zdarzeń, a przede wszystkim Dave wydał książkę. Szkoda, że ukazanie się „The Storyteller” trafiło w ten smutny dla muzyka moment i nie dostało odpowiedniej porcji uwagi, jest to bowiem jedna z najfajniejszych autobiografii jakie miałam okazję czytać. Doskonale oddająca sposób w jaki jej autor podchodzi do życia, błyskotliwa, pełna humoru i jego ciekawych przemyśleń.

Historia życia Grohla oczywiście zawiera w sobie wątki typowe dla przyszłej gwiazdy – swoją przygodę z grą na perkusji zaczynał od bębnienia w poduszki w zaciszu swojego małego pokoju, został wychowany przez matkę a w jego domu stale gościła słuchana z winyli muzyka. Virginia Grohl, choć zmuszona do samodzielnego radzenia sobie z prowadzeniem domu, miała bardzo mądre podejście do wychowania dzieci – dawała im swobodę i dopingowała do realizowania marzeń. To zresztą właśnie pani Grohl przekonała wahającego się Dave’a do tego aby podjął współpracę z Nirvaną, i to również ona jeździła z synem w trasy koncertowe gdy ten grał już z Foo Fighters.

Dave na tronie gra koncert ze złamaną nogą, fot. Jeon-Heon Kyun

Oprócz tych typowo „życiowych” motywów na historię Dave’a złożyły się jednak także te z pogranicza metafizyki (po szczegóły odsyłam Was do jego książki) oraz te opisywane z perspektywy fana, którym on sam także jest. Dlatego więc z nieukrywanym zachwytem Grohl opowiada o swoim spotkaniu z Little Richardem, wizycie Paula McCartneya czy współpracy z Tomem Petty’m. Łatwo wyczuć, że dominującą rolę odgrywają tu emocje, którym, jak mam wrażenie, Dave poświęca wyjątkowo dużo miejsca. Nawet do tak prozaicznej kwestii jaką jest picie kawy nie ma on bowiem pozbawionego uczuć stosunku.
Dla mnie najbardziej urzekające jest to, że Dave, oprócz tego, że jest poważnym muzykiem, tekściarzem i po prostu artystą to z wielką troską pielęgnuje w sobie także swoje wewnętrzne dziecko. Wystąpił więc w „Ulicy Sezamkowej” oraz w cyklu CBeebies Bedtime Story gdzie czytał bajkę o ośmiornicy autorstwa Ringo Starra, a także wziął udział w wyzwaniu, które rzuciła mu 10-letnia wtedy perkusistka Nandi Bushell i walczył z nią publicznie „na bębny”. Ale to nie wszystko, Grohl pojawił się także jako on sam w filmie „The Muppets” zastępując Animoola na stanowisku perkusisty grupy The Moopets, a Foo Fighters nagrali piosenkę na potrzeby filmu „Fraggle Rock: Back to the Rock”. Odpalcie sobie którekolwiek z tych nagrań a Wasz dzień stanie się zdecydowanie bardziej słoneczny. Gwarantuję.
Równie rozbrajające są dla mnie zabawne teledyski Foo Fighters, wśród których prym wiodą „Learn to Fly” i „Long Road to Ruin”. Zaprezentowane w tym drugim videoclipie alter-ego Grohla w postaci szybko wzruszającego się Davy’ego Groltona to majstersztyk komediowej gry aktorskiej, a także dowód na ogrom dystansu jakim wykazuje się dzisiejszy solenizant.

Davy Grolton z teledysku do “Long Road to ruin”

Po latach kręcenia nosem mogę jedynie uderzyć się w piersi i przyznać, że muzyka Foo Fighters jest cudowna. Trafia do mojego serca wprost idealnie z całym dobrodziejstwem swego bogatego inwentarza i wręcz idealnie w mój obecny stan a na moją faworytkę wyrasta powoli płyta „Wasting Light”. Obejrzałam też już sporo wywiadów i występów koncertowych Foos i wiem jedno – informacja o tym, że zespół nie zawiesza swojej działalności to jedna z lepszych wiadomości nowego roku. Daje bowiem dużą nadzieję na zobaczenie Dave’a i spółki na żywo. Póki co główny zainteresowany pojawia się to tu, to tam wspierając swoich kolegów-artystów. Wystąpił między innymi z Lionelem Ritchie podczas jego wprowadzenia do Rock and Roll Hall of Fame a niedawno wziął udział w tzw. The Hannukah Sessions.

Dave i Taylor

Nie mogę nie wspomnieć również o innych niż Foo Fighters odsłonach talentu Dave’a. Bardzo cenię sobie jego współpracę z Queens of the Stone Age, uwielbiam Them Crooked Vultures, podobał mi się jego solowy album „Play” i bardzo imponowało mi to, że Dave zagrał tam na wszystkich instrumentach. Dużym sentymentem i sympatią darzę „Hail Satin” – płytę wydaną pod szyldem Dee Gees, na której znalazły się świetnie wykonane covery piosenek Bee Gees i uważam za wzbogacające dla muzyki The Prodigy to, że Grohl zagrał na płycie tej formacji. Ale przede wszystkim, nie wyobrażam sobie Nirvany bez istotnego pierwiastka w postaci talentu Dave’a i uważam, że dokooptowanie go do składu było najlepszą rzeczą, jaka mogła spotkać ten zespół.

Dave bębniący w Scream (fotografia zaczerpnięta z Wikipedii)
Dave w Them Crooked Vultures

O mały włos a zapomniałabym o jednej z najważniejszych cech naszego bohatera – jego wielkim sercu. Jest oddanym przyjacielem, kochającym ojcem i mężem, wspaniałym synem i po prostu dobrym człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej, a postawa Dave’a mogłaby się okazać jedną wielką ściemą. Tak się zwyczajnie nie da. Bardzo liczę na to, że niedługo poznamy kolejne pomysły Dave’a na definiowanie siebie na nowo – jako artysty, muzyka i frontmana. Ufam, że negatywne przeżycia, pomimo wszystko, umocnią go i nie odbiorą nadziei. Long live Mr Grohl!

A poniżej znajdziecie jeden z moich najcenniejszych skarbów z przeszłości.

Wywiad z Dave’m zamieszczony w “Tylko Rocku” z 1996 roku – moje prywatne archiwum

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.