Wpisy

Szklany słój.

Dziś ścieżką dźwiękową dnia jest płyta „Jar of Flies” Alice in Chains – minialbum, który ujrzał światło dzienne w styczniu 1994 roku. Poniżej znajdziecie link do całego albumu, trwa on bowiem zaledwie ok. 30 minut. A jest wyjątkowy więc warto poświęcić mu ten czas. Jeśli ktoś jeszcze nie zna płyty, gwarantuję, że po pierwszym przesłuchaniu przepadnie. Dominuje na niej akustyczne, analogowe brzmienie przywołujące skojarzenia z koncertem Unplugged, pojawia się tu także jeden utwór instrumentalny („Whale and Wasp”). Materiał został przez zespół zarejestrowany w rekordowym tempie, panowie spędzili zaledwie tydzień w studio nagraniowym w Seattle. Krytycy opisywali płytę przede wszystkim jako mroczną i dołującą, ja natomiast uważam ją po prostu za niepowtarzalną. Wchodzi do głowy i na długo w niej pozostaje. Album jest spójny i pozwala na nowo zdefiniować muzykę Alice in Chains choć tak naprawdę jest przede wszystkim potwierdzeniem tego, że zespół ma wyjątkowe brzmienie i się rozwija szukając nowych środków wyrazu.

Alice in Chains

Okładka płyty przedstawia chłopca wpatrującego się w słój wypełniony muchami. To nawiązanie do eksperymentu, który jako dziecko wykonywał Jerry Cantrell. Wywarł on na muzyku tak duże wrażenie i dał tak wiele powodów do przemyśleń, że Jerry wrócił do swojego wspomnienia po latach przy okazji pisania piosenek na „Jar of Flies”. Oprawa graficzna albumu to dzieło amerykańskiego fotografa i reżysera Rockiego Schencka. Swoją drogą, według mnie kolorystyka okładki, samo zdjęcie i ta metafora w postaci słoja z muchami doskonale korespondują z zawartością albumu. Tak właśnie czuję tę muzykę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *