Wpisy

„Absolutely, unbelievably not bad”*

„Ultramega OK” to pierwszy pełnometrażowy album Soundgarden nagrany 29 lat temu. Trudno uwierzyć, że w tegoroczne Halloween mija aż tyle lat od momentu, w którym członkowie Soundgarden urzeczywistnili zapisy swojego pierwszego poważnego kontraktu podpisanego z dużą wytwórnią. Ostateczny miks płyty nie spełnił co prawda wszystkich oczekiwań zespołu i nie wspominają oni współpracy z producentem albumu jako łatwej. Niewątpliwie natomiast „Ultramega OK” była krokiem milowym na ich drodze do odniesienia spektakularnego sukcesu komercyjnego. Malkontenci będą pewnie narzekać na to, że zespół tym samym się „sprzedał”, że powinien był grać w klubach Seattle aż do szybkiego rozpadu, dla zasady i w imię solidarności z wszystkimi tymi, którzy sukcesu nie odnieśli. Ja uważam jednak, że to chęć rozwoju, upór i ciągłe wspólne granie, tworzenie, bardziej niż imprezowanie i marudzenie na ciężki los muzyka przyczyniły się w przypadku tego zespołu do zdobycia popularności. Nie sądzę, aby mając taki potencjał i pomysły muzycy Soundgarden stawiali sobie za cel pozostanie w podziemiu na zawsze. Myślę, że chcieli dotrzeć do szerszej grupy odbiorców niż tylko publiczność w ich rodzinnych stronach.

Soundgarden z okresu „Ultramega OK”

Na albumie, którego okładkę stanowi zdjęcie wykonane przez Lence’a Mercer’a a którego tytuł jest tak naprawdę żartem umieszczone są takie ważne utwory jak „Flower” czy „Beyond the Wheel”, ale znajdziemy tu także covery (jak choćby „Smokestack Lightning”), oraz piosenki o dowcipnym wydźwięku (np. parodie utworów satanistycznych – „665” i „667”). „Flower” to jedyny singiel z płyty i jedyny utwór do którego nakręcono teledysk. Ciekawostką dotyczącą tego wydawnictwa jest fakt, iż to na nim znajduje się piosenka, do której stworzenia w żadnym stopniu nie przyczynił się Chris Cornell. Mowa o „Circle of Power”, gdzie nawet partię wokalną wykonuje ówczesny basista zespołu Hiro Yamamoto.

Oryginalna okładka płyty

Styl gry Soundgarden na tym etapie określany był jako nawiązujący do psychodelicznego rocka lat 60-tych, heavy metalu lat 70-tych i hard rocka. Zespół w 1990 roku został nawet nominowany do nagrody Grammy w kategorii Best Metal Performance. To ciekawe, bo w 1992 roku album „Badmotorfinger” również nominowany był w tejże kategorii, ale w roku 1995 „Superunknown” nominowano już w kategorii Best Rock Album.

Kim, Hiro, Chris, Matt w czasach „Ultramega OK”

Z pewnością, dla osoby znającej późniejszą twórczość Soundgarden płyta „Ultramega OK” będzie stosunkowo surowa i mniej dojrzała niż np. „Down on the Upside”. Kolejne dokonania Chrisa i spółki tylko potwierdzają teorię o ich rozwoju i samodoskonaleniu. Choć „Ultramega OK” to płyta ważna i znajduje się na niej kilka perełek, to jednak jest ona zupełnie inna (i mam tu na myśli podejście muzyków do albumu jako zamkniętej całości) niż kolejne wydawnictwa Soundgarden. Niemniej jednak, charakterystyczne dla grupy brzmienie słychać od samego początku ich działalności, a więc również na tej płycie. Dość powiedzieć, że przynajmniej 3 utwory z „Ultramega OK” pojawiały się stale w setlistach zespołu do końca ich wspólnej działalności.

10 marca 2017 wydana została na nowo zremiksowana wersja płyty, poszerzona o kilka pierwotnych wykonań niektórych utworów. Na potrzeby tego wydawnictwa zmieniono także nieco okładkę albumu.

Okładka tzw. Expanded Reissue wydanego w 2017 roku

*tytuł wpisu jest cytatem z wypowiedzi Chrisa Cornella, który w ten sposób zdefiniował tytuł oraz zawartość płyty „Ultramega OK”. Określenie to można tłumaczyć jako: „absolutnie, niewiarygodnie niezły”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *